Lęk jako emocja jest tak prastary, iż trudno się dziwić, że towarzyszy większości z nas w codziennym życiu. Stanowi on część naszego ekosystemu mentalnego. Kilka milionów lat temu był nam potrzebny, by chronić nas przed zagrożeniami dnia codziennego . Przyczyniał się do ewolucji i nadal w niektórych przypadkach nam pomaga chroniąc nas. Pełnił w przeszłości rolę biologiczną, społeczną i nadal jest wykorzystywany świadomie, podprogowo lub nieświadomie, przez rodziców, opiekunów, partnerów, dzieci, ogólnie bliskich, czy znajomych. W tym artykule zajmiemy się jednak lękiem, jego synonimami w życiu codziennym, na poziomie jednostki. Chcąc zmienić swoje życie na lepsze, czy to w sferze prywatnej czy zawodowej, w zdecydowanej większości przypadków będziemy musieli się zmierzyć z tym, czego nie ma w rzeczywistości ale za to jest w nas. Tak, lęk oraz jego odmiany mieszkają w naszym ciele, celowo nie piszę, że w głowie ale w ciele. I tyle ile ludzi, tyle przypadków. Dla jednej osoby, będzie on odczuwalny na poziomie klatki piersiowej – w postaci spięcia w okolicy mostka w formie płytkiego i ciężkiego oddechu, dla innej osoby – lęk ten będzie zlokalizowany w okolicy podbrzusza, a dla jeszcze innej w karku czy w okolicy łopatki. Podobnie będzie w przypadku odmian lęku; jedna osoba będzie silne odczuwać lęk przed porażką ale za to nie będzie odczuwać lęku przed śmiercią, a jeszcze inna osoba będzie miała silny lęk przed sukcesem, czy byciem w związku partnerskim. Każdy z nas odczuwa inny lęk, jego natężenie, w inny sposób.

Wynika to z indywidualnych różnic w zakresie odbioru świata, predyspozycji jednostki np. siły i rezyliencji układu nerwowego, a także kondycji mentalnej, jakości pamięci i przebytych doświadczeń traumatycznych, czy nie szukając daleko samych przekonań. Owe przekonania, to nic  innego jak nasze programy, które odtwarzamy sami lub są „odpalane” przez bodźce tj. znajomych, kolegów z pracy. To nie jest tak, że te przekonania zawsze były, czy są złe;  kiedyś  w przeszłości nam służyły, były pomocne, lecz z czasem zaczęły nam przeszkadzać lub zaczynają nam przeszkadzać. Im więcej wzmocnień ów przekonanie dostało w przeszłości, tym wyższe prawdopodobieństwo iż będzie ono mocno ale to mocno zapisane, nawet na kilku poziomach, dla kilkunastu, jak nie kilkudziesięciu skojarzeń. 

Weźmy na tapetę – lęk przed stratą. Rok temu pracowałem z właścicielem firmy, który od 10 lat prowadził firmę, miał pracowników ale sam wszystko za nich robił. Na początku wywiadu, klient za cel postawił sobie mniej pracować i cieszyć się życiem z rodziną. Opowiadał mi jak zaczynał “od niczego”, a już po 3 latach miał pracowników. Na moje pytanie, dlaczego musi wszystko kontrolować,  otrzymałem odpowiedź pt. bo zaraz będzie musiał poprawiać, denerwować się, bo nikt z pracowników nie ma takiej wiedzy jak on. Zapytałem się zatem, czy jest sens zatrudniania ludzi skoro nie spełniają jego wymagań oraz jaka jest szansa znalezienia osoby o takich kwalifikacjach jak on sam posiada? Nie odbyło się bez prób przekonywania  mnie, że warto próbować szukać takich ludzi, że taka, a nie inna jest specyfika jego branży, że czas wyszkolenia ludzi jest długi. Wielokrotnie spotykam się z silnym przywiązaniem emocjonalnym właścicieli do założonego przez nich biznesu ale i też widać lęk przed stratą, utratą tego co zostało zbudowane. Skąd bierze się ten lęk przed utratą? W  większości przypadków ma on swój początek albo w procesie wychowawczym rodziców, w okresie szkoły podstawowej np. jak sam nie zrobisz to ci nikt nie da? Masz polegać sama na sobie? Pamiętaj, że ty zrobisz to najlepiej?, albo ma to miejsce na skutek negatywnych doświadczeń już na etapie dorosłości np. kiedyś zostawiłem firmę pod opieką pracowników i niestety źle to się skończyło finansowo. Sam imprint przekonania odnośnie lęku przed stratą może być sprzedany nam pośrednio np. usłyszałem w trakcie rozmowy od znajomych, że jego wujek musiał zamknąć firmę, bo któryś pracownik był nieuczciwy i to się odbiło konsekwencjami na właścicielu. W przypadku tego pana lęk pochodził bezpośrednio od rodziców.  Rodzice chcieli dobrze wychować syna, dlatego wpajali mu poleganie na sobie, odpowiedzialność,  aby się pilnował za każdym razem jak coś robi. Jak spojrzymy na ten przypadek pod kątem samego aspektu kontroli to widzimy, że sami rodzice są mocno kontrolujący. Podobnie jak w tym przypadku, w życiu prywatnym większość z nas ma lęk przed utratą statusu, znajomych, czasu, życia, a z drugiej strony chcielibyśmy pójść do przodu. Z jednej strony lęk przed utratą, a z drugiej strony chęć, marzenie o czymś innym nowym. Niestety nie da się żyć w lęku przed utratą czegoś i tym samym zyskać coś nowego. Uwalniając się od lęku robisz miejsce i przestrzeń na nowe, a przede wszystkim zaczynasz sobie ufać. Jeżeli czegoś się lękasz, boisz i czujesz niepokój, oznacza to, że nie ufasz sobie. Jeżeli ufałbyś sobie, to byłbyś spokojny. 

W takim przypadku pomocna jest hipnoza lęku przed stratą, czy szerzej ujmując hipnoterapia podczas której pracuję z podświadomością, twoim operatorem życia codziennego. W porównaniu do standardowych podejść terapeutycznych, hipnoza nie wymaga od ciebie świadomego przetwarzania informacji. Mało tego na efekty nie trzeba długo czekać. Umiejętne zastosowanie hipnoterapii jest kluczowe dla jej skuteczności; to jak z wizytą u lekarza. Jak boli Cię ząb to idziesz do stomatologa a nie internisty. Podobnie jest podczas sesji; inne procedury stosowane są do pracy z lękiem przed utratą, a inne do pracy z programem niezasługiwania na nowe życie.